środa, 17 listopada 2010

Komu bije dzwon?

          Hemingway sam by tego nie wymyślił - po prostu sztuka jest ponadczasowa. Rozważania nad naturą wielkich półokrągłych pojemników (które WCALE nie przypominają mi dzwonów) na segregowane śmieci, przywołały mi ów tekst amerykańskiego pisarza. Jeśli ktoś nie pamięta (bo mnie też się zapomniało), to autorem tych słów jest XVII-wieczny poeta angielski, John Donne. 
          Wróćmy jednak do odpadów. Mnie zdecydowanie te "dzwony" biją od jakiegoś czasu. W miniaturowym mieszkanku rezyduje wielka reklamówka, ta sama od kilku miesięcy. Ląduje w niej wszystko co da się rozdzielić na papier, metal, plastik lub szkło, jest suche i czyste. Nie, nie ma tak łatwo: kubeczki po jogurtach i tubki po szamponie same się przecież nie myją, od szklanych fiolek trzeba oddzielić plastikowe nakrętki, z czasopism powyjmować metalowe spinacze. Dobrze się też trzeba zastanowić, za kilkoma pierwszymi razami, czy kupić mleko w zabójczym metalowo-papierowym, niemożliwym do podzielenia na czynniki pierwsze, opakowaniu, czy też w całkowicie plastikowym worku lub butelce, którą wystarczy potem umyć i jeszcze można oddać zakrętkę na cele charytatywne. 
           Taka reklamówka zajmuje sporo miejsca (mimo obowiązkowego zgniatania odpadów) objętościowo dwa razy więcej od zwykłego kosza, w którym lądują tylko rozkładające się resztki. I który napełnia się bardzo wolno, odkąd segregujemy. Szczerze mówiąc, zaczyna mi się marzyć kompostownik, dla mieszczuchów są takie specjalne miniaturowe, hermetyczne, bokashi. Można by hodować zieleninę na parapecie. Własną, organiczną. Zjadam i jestem zjadany. Jedność wszechświata. Chyba mi skoncetrowany nawóz uderza do głowy. Ale przecież to wszystko jest możliwe. 

NIEBIESKIE pojemniki, moje ulubione, PAPIER: gazety, zeszyty, notatki, ulotki, katalogi, opakowania papierowe, etykiety z plastikowych butelek, fiszki. Ważne: papier musi być suchy i czysty, pozbawiony plam tłuszczu, pleśni, resztek jedzenia, klejów, farb; nie może być połączony z innymi materiałami np. folią, tekstyliami, elementami metalowymi.

ŻÓŁTE pojemniki: zniecione i wzlędnie czyste (nie tłuste!!!) TWORZYWA SZTUCZNE i METAL: plastikowe butelki po napojach, opakowania plastikowe po środkach czystości (ale nie po tłustych olejach ani po środkach owadobójczych), plastikowe opakowania po jedzeniu (jogurty, margaryna, ser plastrowany, serek do smarowania, jednorazowe opakowania i sztućce), puszki po konserwach i napojach, drobne metalowe odpady, odpady wielomateriałowe (jak kartony po sokach i mleku), ALE NIE: styropian, urządzenia AGD, pieluchy...

BIAŁE pojemniki, SZKŁO BEZBARWNE: tylko opakowania typu butelki i słoiki, po musztardzie, ogórkach, sałatce, dżemie, lekarstwach. Ważne: odpady szklane nie muszą być super czyste i mogą mieć papierową etykietę, nie mogą natomiast zawierać żadnych części plastikowych ani metalowych! Absolutnie nie należy wrzucać szklanek, kieliszków, termometrów, szyb, luster, porcelany, potłuczonej zastawy stołowej ani żarówek.

ZIELONE pojemniki, SZKŁO KOLOROWE: j.w., tylko szkło opakowaniowe.

Szczegółowa instrukcja segregacji znajduje się tutaj, a jeszcze bardziej szczegółowa tu.

Ja się nawet nie pytam, komu bije dzwon. Ja wiem, że bije on Tobie!

Wakacyjne wspomnienia - marmolada figowa

Dawno to było, będzie ze dwa lata, odkąd przywieźliśmy z Bośni macedońską cudowną marmoladę figową. Smak i konsystencja kubek w kubek jak to, co znajdujemy we wnętrzu suszonej figi. Słodycz, miód, ziarenkowe niespodzianki tylko straszące zjadacza, a tak naprawdę uczące pokory i cierpliwości. Rewelacja, samo słońce. Dobrze chyba, że nie otworzyliśmy jej wcześniej, bo litrowy słój zajął nam jakieś dwa tygodnie (staraliśmy się ograniczać do śniadań). Niechybny to znak, że najwyższy czas na wakacje. Mamy szczęście - zanim to nastąpi, przetrwamy o chorwackiej marmoladzie z róży. O ile otworzymy ją tydzień przed wyjazdem.

Niebo atakuje

Oszałamiający listopadowy zachód słońca, niestety w mieście.
A chwilę później i dalej już spokojniejsze chmury w równie niesamowitych barwach.

czwartek, 4 listopada 2010

"Nie ma nic bardziej praktycznego w kuchni, niż dobrze wypełnione pudełko na ciasteczka."

No! To jest moja filozofia!

Czy ty nie możesz zrobić nic zwykłego?

Uahahahaha. Ale się dziś koledzy uśmiali, zastanawiając się, co też dzisiaj ugotowałam na obiad. Typowali coś w stylu "pikantnych kotlecików zawijanych w liście bananowe, podanych z sosem kokosowym i papają". Cudzysłów jest tu istotny - wyraża nieskrywaną ironię i drwinę. Cóż, dzisiaj na obiad było zwyczajne sushi.

Nie, nie potrafię ugotować "czegoś zwykłego". Nie umiem nie zmienić przepisu. Nie lubię gotować żurków, grochówek, schabowych. Mieszankę przypraw do kurczaka kupiłam w nadziei, że może się do czegoś przyda coś, co jest powszechne w polskich kuchniach. Stoi sobie nietknięta obok szafranu i kolendry - niemielonej. 

Dawno, dawno temu, ale nie tak wiele kuchni wstecz, spowodowałam wielką aferę (w sumie spowodował ją cukiernik-dyktator), dodając goździki do szarlotki. "Kto dodaje goździki do szarlotki?!" - pytano. Hm, ja dodaję zawsze... A wy nie?! Wstyd, czy nie, tego dnia otrzymałam ciasteczko z wróżbą, mówiące mniej więcej: Rób to, co uważasz za słuszne, chociażby inni tego nie rozumieli, a osiągniesz sukces. 

Więc zamiast się dziwić, spróbujcie dziś zagęścić zupę pomidorową mąką wymieszaną z mlekiem kokosowym. Całkiem inny świat.

PS. Kwiatek jest na przekór znudzonym życiem;-)