wtorek, 29 czerwca 2010

"Najbardziej fascynującym aspektem badania historii kulinariów jest odkrywanie...

... jak zwykli ludzie, za pomocą fizycznej i wyobraźni, szukali sposobu, aby przekształcić męki głodu i lęk przed biedą w ewentualną przyjemność."

(Italian Cuisine: A Cultural History, Alberto Capatti, Massimo Montanari, Nowy Jork 2003, cytat zamieszczony w książce Cristiny Mazzoni)

Wenecja, XVI w.: "Klasztor trwoni połowę całego jedzenia, bo zakonnice ciągle i w ogromnych ilościach pieką herbatniki, ciasta, pączki i placki z owocami".

Kobiety w Bożej kuchni, Cristina Mazzoni, Warszawa 2005.

poniedziałek, 28 czerwca 2010

Pūhā ka honu, ua awakea.

Gdy żółw zacznie oddychać, jest już południe.

Przysłowie hawajskie.

Wyspy Hawajskie. Język i tradycja, Tadeusz Szczerbowski, Kraków 2006.

Właściwie chodzi o to, żeby ziewającej, rozleniwionej osobie uzmysłowić, że oto dosyć wylegiwania i czas zabrać się do pracy. Coś jak połączenie "Kto rano wstaje..." z "Bez pracy nie ma kołaczy" w wersji pacyficznej. Honu występuje także w języku maoryskim, jako ten sam gad. Pūhānie dotyczy właściwie beknięcia, ale jak to brzmi... Poza tym, czy ktoś widział bekającego żółwia?


niedziela, 27 czerwca 2010

Chleb jest radością głodujących

"Piekło głodujących na tym polega, że im bliżej są chleba, tym lepiej rozumieją, iż jeszcze go nie dosięgli. Ich tęsknota za chlebem rośnie, on bowiem jest ich radością."

Traktat o czyśccu, Katarzyna z Genui

wtorek, 22 czerwca 2010

"Ziemia to wódz, człowiek to sługa."

Przysłowie hawajskie.

Wyspy Hawajskie. Język i tradycja, Tadeusz Szczerbowski, Kraków 2006.

niedziela, 20 czerwca 2010

Trendy w ogrodnictwie 2010!

Najpopularniejsze w tym roku trendy w ogrodnictwie według "Global Garden Report 2010", przygotowanego na zlecenie Husqvarny (jedyny minus to fakt, że zbudowany w oparciu o opinie "internetowych ogrodników" - nie wiadomo, jak poczynają sobie oni w ziemskich warunkach).

1. Ogród warzywny - najbardziej popularny trend w 2010 r., nie tylko na czasy kryzysu.

2. Ogród organiczny - ekologiczny.

3. Ogród dla duszy - o funkcji relaksacyjnej.

4. Ogród designerski - popis umiejętności sadowniczych i możliwości finansowych.

5. Dziki ogród - dla leniwców, naturystów i zakorzenionych w duchowości franciszkańskiej.

6. Ogród dla towarzyskich - główna funkcja to miejsce spotkań z rodziną i przyjaciółmi.

7. Ogród miejski - doniczkowy survival na blokowym balkonie lub tarasie.

8. Bujny ogród - dla pracowitych ogrodników, wypielęgnowana wersja raju.

9. Ogród w pudełku - ogród miejski w miniaturze.

10. Szklarnia - w założeniu dla majętnych w celach hodowli prestiżowych, egzotycznych roślinek - zdaje się przy tworzeniu tych wyznaczników nie wzięto pod uwagę polskiej miłości do pomidorów.

Widać tendencję internetowych ogrodników to maksymalizacji efektu przy minimalnym nakładzie pracy. Wyraźnie dostrzegalne jest też pragnienie dzisiejszego człowieka, aby każde jego działanie, nawet najbardziej prozaiczne, było celowo i odzwierciedlało jego osobowość. Skądinąd wyniki raportu Husqvarny, dotyczące preferencji Polaków, nie znajdują potwierdzenia w doświadczeniach polskich architektów zieleni, za wyjątkiem żądzy posiadania warzywniaka (3. najbardziej popularny typ wśród polskich internautów) i towarzyskiej funkcji ogrodu (2. miejsce). Designerski 1., najbardziej popularnym ogrodem w polskiej sieci - ciekawe, czy głosujący mają obok laptopa chociaż kaktusa w mieszkaniu. Może mają coś w stylu postcarden, miniaturowego ogródka w... pocztówce - paranoja.


Mnie się roślinki nie udają, zawsze jakieś takie słabowite, krzywe, prędzej czy później usychają albo gniją, za wyjątkiem: kiełków i ukochanego kaktusa. Ale kiedyś będę mieć warzywniak i porządny kawał ziemi, na którym będziemy z mężem wypasać dzieciaki i przyjmować gości.

poniedziałek, 14 czerwca 2010

Znakomita, jędrna proza - dla wielbicieli życia i biologów

Tak napisał o tej książce Aleksander Bahan.

Kariera na trzy karpie morskie, Roman Antoszewski, Warszawa 2000.

I to prawda. Podobnie, jak określenie Olgierda Budrewicza, że jest to "fikcja dokumentalna". I Tadeusza Lewandowskiego o "kipiących namiętnościach". I wprowadzenie wydawcy: początek powieści cechuje realizm obyczajowy czasów PRL-u, wraz z rozwojem wydarzeń narasta groteska, a ironia autora utrzymuje wysoki poziom, zaś zakończenie utrzymano w stylu latynoamerykańskiego realizmu magicznego.

To świetna książka, pełna wnikliwych obserwacji ludzkich charakterów, i świadectwo wielkiej wrażliwości na świat flory - autor jest wszak fizjologiem roślin. I to, że książka ma 660 stron, nie stanowi żadnej bariery. Lektura pochłania, i żal po prostu, że zastaje nas koniec... Fragmenty powieści dostępne są na stronie internetowej autora. Autor prowadzi również osobisty spis ciekawych informacji o świecie, zwanych przez niego "zdziwieniami", zbliżonych konwencją do naszego zbioru chlebkowego. Polecam te zdziwienia które naprawdę rozjaśniają serce i umysł. Na przykład, z maja, dlaczego Bóg nie ma doktoratu...

To może jeszcze fragment na zachętę, sam początek:
Zaczęło się wszystko od mikroskopu pani Trzepuchowskiej (...). Były to pierwsze dni wojny.

[No lepsze niż Gunter Grass! I ze środka, na apetyt:]

Niektóre rośliny poszły dalej - uciekły się do perfidii. Wzięły człowieka ciupasem w niewolę i tak wyszła ta cała heca z alkoholizmem i narkotykami. Tak długo dopasowywały skład swoich soków i zawartość nasion, tak długo studiowały słabości ludzkiej i zwierzęcej psychiki, że tylko liźniesz, tylko raz posmakujesz, a już będziesz chciał tego zawsze, staniesz się prawdziwym niewolnikiem tak niewinnej z pozoru rośliny jak kawa, mak, koka i zrobisz wszystko, by miała ona właściwe warunki rozwoju, zniszczysz dżungle, pola uprawne pszenicy, przemorzysz głodem pół narodu, a narkotyk musisz mieć. A z punktu widzenia roślin taniej produkować kilka miligramów narkotyków niż kilogramy cukru lub białka (...). Jest jednak pewna strona życia roślin, moim zdaniem, szokująca i nieco niepokojąca. Otóż w kwiecie lilii, symbolu niewinności, czy setkach tysięcy kwiatów, jakimi zwykła pokrywać się wiosną np. czereśnia, odbywa się proces, który trzeba nazwać bratożerstwem (...). Ja nie starałem się świata roślin oceniać. Zdumiewałem się tylko, jak odmienny to świat.

[s. 254-255]
[Kończę, bo takich soczystych kawałków, nie tylko o roślinach, są setki. To jedna z niewielu książek, do których wracam i nigdy się nią nie nudzę.]

piątek, 11 czerwca 2010

Polak w baroku

Człowiek polskiego baroku, Zbigniew Kuchowicz, Łódź 1992.

Fenomenalna książka z racji spojrzenia na Polaków z XVII-XVIII w. z perspektywy uwarunkowań biologicznych (mocne inspiracje metodologią Ferdynanda Braudela), a także z położenia nacisku na praktycyzm i afirmację życia. Okazuje się, że dzisiejsi Polacy mentalnością są bliżsi właśnie czasom baroku, niż oświecenia czy romantyzmu!


Farfałki staropolskie, Andrzej Hamerliński-Dzierożyński, Warszawa 1982.

Autor jest mistrzem barwnej, zajmującej opowieści, chyba nie ma już takich krasomówców! Lektura arcyciekawa, pełna anegdot i kąśliwych uwag. Dziedzictwo barokowe przedstawione z przymrużeniem oka. Lżejsza, krótsza, poruszająca w króciótkich esejach większą ilość wątków, niż książka Kuchowicza. Z rysunkami nieodżałowanego Szymona Kobylińskiego. Farfałki to drobiazgi, bagatle, supełki na tkaninie codziennego życia.

A ile pozycji z bibliografii woła o przeczytanie...!

wtorek, 1 czerwca 2010

Pospolicie białegłowy nie umieją miary w życiu i obyczajach zachować...

...ale się nakłaniają abo na tę, abo na ową stronę. Gdy kogo miłują, miłują bez miary, gdy kogo nienawidzą, nienawidzą i gniewają się bez miary, kiedy poczną być dobrymi, tak że świętymi zostają.

Szymon Starowolski, Świątnica pańska zawierająca w sobie kazania na uroczystości świąt całego roku, Kraków 1682.