poniedziałek, 14 czerwca 2010

Znakomita, jędrna proza - dla wielbicieli życia i biologów

Tak napisał o tej książce Aleksander Bahan.

Kariera na trzy karpie morskie, Roman Antoszewski, Warszawa 2000.

I to prawda. Podobnie, jak określenie Olgierda Budrewicza, że jest to "fikcja dokumentalna". I Tadeusza Lewandowskiego o "kipiących namiętnościach". I wprowadzenie wydawcy: początek powieści cechuje realizm obyczajowy czasów PRL-u, wraz z rozwojem wydarzeń narasta groteska, a ironia autora utrzymuje wysoki poziom, zaś zakończenie utrzymano w stylu latynoamerykańskiego realizmu magicznego.

To świetna książka, pełna wnikliwych obserwacji ludzkich charakterów, i świadectwo wielkiej wrażliwości na świat flory - autor jest wszak fizjologiem roślin. I to, że książka ma 660 stron, nie stanowi żadnej bariery. Lektura pochłania, i żal po prostu, że zastaje nas koniec... Fragmenty powieści dostępne są na stronie internetowej autora. Autor prowadzi również osobisty spis ciekawych informacji o świecie, zwanych przez niego "zdziwieniami", zbliżonych konwencją do naszego zbioru chlebkowego. Polecam te zdziwienia które naprawdę rozjaśniają serce i umysł. Na przykład, z maja, dlaczego Bóg nie ma doktoratu...

To może jeszcze fragment na zachętę, sam początek:
Zaczęło się wszystko od mikroskopu pani Trzepuchowskiej (...). Były to pierwsze dni wojny.

[No lepsze niż Gunter Grass! I ze środka, na apetyt:]

Niektóre rośliny poszły dalej - uciekły się do perfidii. Wzięły człowieka ciupasem w niewolę i tak wyszła ta cała heca z alkoholizmem i narkotykami. Tak długo dopasowywały skład swoich soków i zawartość nasion, tak długo studiowały słabości ludzkiej i zwierzęcej psychiki, że tylko liźniesz, tylko raz posmakujesz, a już będziesz chciał tego zawsze, staniesz się prawdziwym niewolnikiem tak niewinnej z pozoru rośliny jak kawa, mak, koka i zrobisz wszystko, by miała ona właściwe warunki rozwoju, zniszczysz dżungle, pola uprawne pszenicy, przemorzysz głodem pół narodu, a narkotyk musisz mieć. A z punktu widzenia roślin taniej produkować kilka miligramów narkotyków niż kilogramy cukru lub białka (...). Jest jednak pewna strona życia roślin, moim zdaniem, szokująca i nieco niepokojąca. Otóż w kwiecie lilii, symbolu niewinności, czy setkach tysięcy kwiatów, jakimi zwykła pokrywać się wiosną np. czereśnia, odbywa się proces, który trzeba nazwać bratożerstwem (...). Ja nie starałem się świata roślin oceniać. Zdumiewałem się tylko, jak odmienny to świat.

[s. 254-255]
[Kończę, bo takich soczystych kawałków, nie tylko o roślinach, są setki. To jedna z niewielu książek, do których wracam i nigdy się nią nie nudzę.]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz