piątek, 12 lutego 2010

Zaufaj sobie

Mam taką jedną świetną książkę. Prezent niespodziewany i niezasłużony. Ponad 100 "ekscytujących" przepisów na mafinki;-), ciasteczka, ciasta (nazwa na wyrost, jak to w kuchni anglosaskiej bywa). Podobno wszystko przetestowane i spróbowane. Świetna tabela przeliczająca jednostki metryczne i imperialne i pożyteczne zależności pomiędzy wagą i objętością różnych sypkich i płynnych produktów. Korzystam z tej książki od dwóch lat i nigdy nie zdarzyło się, że coś się nie udało.

Ale też nigdy nie zrobiłam żadnego z tych smakołyków kropka w kropkę zgodnie z listą składników i sposobem wykonania. Wrodzona przewrotność (moją pierwszą odpowiedzią na każde pytanie z reguły jest "nie")? Chęć odkrycia czegoś nowego? Brak oryginalnych składników (no, bez przesady)? A może po prostu taaalent, twórcza intuicja. Bo wszystko wychodzi! Najdziwniejsze jest to, że ilekroć ulegam pokusie zrobienia czegoś dokładnie według przepisu i bardzo starannie odważam wszystkie produkty... zazwyczaj efekt mnie nie zadowala. Sprawdzam jednak, od czasu do czasu, żeby nie było.

I właśnie robiłam sobie ciasteczka według zmodyfikowanego przeze mnie od pierwszego użycia przepisu. (oryginalnego nie próbowałam nigdy). Ciasteczka te zrobiły swego czasu furorę przy całkiem oficjalnej okazji i rozpływał się nad nimi między innymi przedstawiciel obcego rządu. Więc czemu po dwóch latach święcenia tryumfów nie spróbować odtworzyć pramatkę moich cudnych maślaków? Ano, zrobiłam. Ani się tak dobrze nie ugniatało, ani nie wycinało tak lekko, ani nie piekło, no i gdzie ten smak, nawet nie tamten, bo przecież to niemożliwe i nie taki był cel, ale w ogóle gdzie jakiś dobry smak??? Morał: UFAJ SOBIE.

P.S. Przezornie zrobiłam też ciasteczka według mojej starej, oryginalnej receptury:-). I wszyscy żyli długo i szczęśliwie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz